Archeolodzy znajdują kawałek drewna z wyrytymi runami. Napięcie rośnie. Czy to starożytne zaklęcie? Prośba do Odyna o zwycięstwo? Klątwa rzucona na wrogów?

Tłumaczenie brzmi: „Gyda mówi, że masz wracać do domu”. Koniec. Kropka. Prawdopodobnie mąż zasiedział się w karczmie, a wściekła żona – zamiast SMS-a – wysłała mu kawałek kory z wyrytym „do nogi!”.

I tu zaczyna się cała zabawa. Bo wbrew temu, co myślimy (dzięki ci, popkulturo!), runy to często nie była żadna wielka magia. To były średniowieczne żółte karteczki samoprzylepne. To były SMS-y ryte w drewnie, kości, a czasem nabazgrane na ścianie kościoła („Tu byłem”).

W najnowszym odcinku „Łapacza Słów” razem z prof. Dominiką Skrzypek odzieramy runy z tajemnicy.  I widzimy pismo ludzi, którzy robili błędy ortograficzne, wyznawali miłość i załatwiali sprawy spadkowe na wielkich głazach.

Chodźcie posłuchać o wikingach, którzy mieli swoje codzienne sprawy, a nie tylko topory. Gwarantuję - spojrzycie na ten kanciasty alfabet zupełnie inaczej.