Esperanto miało być językiem, który pomoże ludziom dogadać się ponad granicami. Piękna utopia? Owszem. Ale też coś, co naprawdę zaczęło żyć.
Na świecie istnieją rodziny, w których dzieci od urodzenia wychowują się także w esperanto. Nie zamiast polskiego, niemieckiego czy japońskiego - ale obok nich. Język wymyślony staje się więc językiem domowym, codziennym, rodzinnym.
I to jest chyba najbardziej poruszające: idea, która zaczęła się jako projekt naprawiania świata, trafiła do kuchni, dziecięcych pytań i zwykłych rozmów przy stole.
O esperanto, Zamenhofie, marzeniu o pokoju i komiksie Jacka Świdzińskiego „Ideo” opowiadam w rolce.



