W Wilamowicach byłam przejazdem, ale nie mogłam sobie odmówić wizyty w Muzeum Kultury Wilamowskiej, które zajmuje się reaktywacją języka wilamowskiego.
To jeden z najmniejszych i najbardziej niezwykłych języków Europy. Przez wieki mówiono nim w Wilamowicach właśnie - niewielkim miasteczku między Bielskiem-Białą a Oświęcimiem. Brzmi trochę jak niemiecki, trochę jak niderlandzki, trochę jak coś z innej epoki, ale tak naprawdę jest osobnym mikroświatem: językiem pamięci, rodzinnych historii i lokalnej tożsamości.
Po II wojnie światowej był zakazany i wypychany z życia publicznego. Dziś wraca - dzięki ludziom, którzy uczą się go, zapisują go i opowiadają o nim dalej.
Język umiera wtedy, kiedy nikt już nie chce go słuchać, kiedy nikt w nim nie mówi.
A wilamowski wciąż ma coś do opowiedzenia