Wyobraźcie sobie średniowieczne pole bitwy. Po jednej stronie – wojska chrześcijańskie. Po drugiej - muzułmańscy przeciwnicy. I nagle pojawia się on: Cyd Waleczny, Rodrigo Díaz de Vivar, na swoim koniu.

Problem w tym, że Cyd… już nie żyje. Zmarł w 1099 roku w Walencji. Według późniejszej legendy jego ludzie nie chcieli, żeby śmierć ich wodza stała się wiadomością, która podkopie morale armii. Dlatego mieli zabalsamować jego ciało, posadzić je na koniu i przywiązać do siodła.
Przeciwnicy, widząc z daleka słynnego dowódcę, mieli pomyśleć, że Cyd nadal żyje. A skoro żyje – trzeba przed nim uciekać.

Czy naprawdę tak było? Historycy mają sporo wątpliwości. Ta opowieść pojawia się w źródłach znacznie późniejszych i z czasem stała się częścią legendy Cyda.

Cyd nie był tylko rycerzem. Stał się symbolem rekonkwisty, bohaterem "Pieśni o Cydzie" i jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci średniowiecznej Hiszpanii.

A jego przydomek też ma ciekawą historię. „Cyd” nie jest hiszpańskim słowem. Pochodzi od arabskiego sayyid - „pan”, „władca”, „mój pan”